Świadectwo Ani ze wspólnoty MIRIAM

„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” Mt 25, 40

Pierwszy raz o Drabinie Jakubowej usłyszałam już 3 lata temu. Za każdym  razem jednak, gdy zbliżały się wakacje znajdowało się „ coś ważniejszego”. Kiedy w tym roku przedstawiciele duszpasterstwa Drabiny Jakubowej przyjechali do naszego  Miriam, jeszcze tego samego dnia zdecydowałam, że tym razem nie odpuszczę- jadę! I nie żałuje tej decyzji. To był najpiękniejszy początek wakacji, jaki kiedykolwiek w życiu miałam.

Razem z Izą z Miriam zdecydowałyśmy się zapisać się na pierwszy turnus Drabiny Jakubowej w Brańszczyku- dziesięciodniowych rekolekcji dla osób na wózkach, upośledzonych umysłowo lub ciężko chorych, gdzie naszym zadaniem była opieka  i spędzanie czasu z podopiecznymi. I choć wydawać by się mogło, że taka posługa wiąże się wyłącznie z dawaniem czegoś z siebie, otrzymałam tam wielokrotnie więcej…

Chociaż pierwszego dnia podczas szkoleń dla wolontariuszy towarzyszył mi ogromny lęk, że sobie nie poradzę, bo nigdy wcześniej nie zajmowałam się osobami niepełnosprawnymi, to z każdym następnym dniem ten niepokój zastępowała radość. Radość, że tu jestem, że mogę słuchać świadectw interwencji Pana Boga w życiu wolontariuszy i obserwować, jak wielką miłością i dobrocią obdarzają oni drugiego człowieka.

Radość z poznania tak pięknych podopiecznych- aniołów, które mimo cierpienia i choroby mają w sobie tyle ciepła i pogody ducha.

Radość, że mogę doświadczać Bożej Obecności i Jego działania poprzez moich bliźnich. Tu muszę przytoczyć krótką historię z adoracji Najświętszego Sakramentu, która miała miejsce ostatniego wieczora przed wyjazdem z Brańszczyka. Klęcząc przed Panem Jezusem powiedziałam Mu, że tak bardzo brakuje mi Jego bliskości, że tak trudno przyjąć mi Jego Miłość i bardzo bym chciała, żeby mnie ktoś przytulił, tak po prostu. Pomyślałam też, że może ktoś inny właśnie w tej chwili też tego potrzebuje… Złapałam więc za rękę Anię, którą opiekowałam się podczas tych rekolekcji. Po kilku minutach przywołała mnie do siebie Iza- podopieczna jeżdżąca na wózku, z którą wcześniej zamieniłam zaledwie kilka słów. Kiedy do niej podeszłam, nachyliłam się, Iza mocno mnie przytuliła i powiedziała, że mnie kocha i  że dobrze, że tu jestem… Miałam wrażenie, że to sam Pan Jezus mówi do mnie te słowa…

Mimo, iż turnus trwał zaledwie kilka dni, wszyscy staliśmy się Rodziną, w której uczyłam się,  jak pomagać innym, ale też prosić o pomoc i ją przyjmować. Nauczyłam się też, że może warto w końcu przestać narzekać na wszystko i spróbować docenić to, co Pan Bóg mi dał- zdrowe nogi, ręce, oczy…

Teraz, chociaż od mojego powrotu z Brańszczyka minął już prawie miesiąc i zdążyłam wrócić do swoich obowiązków, często wracam myślami do naszych podopiecznych. Przypominam sobie Dziadziunia i jego „ A idź !” i ciągły śpiew „Poszła Karolinka…”; Malwinkę, która krzyczy i przykłada rękę do głowy, gdy jest zadowolona; Dominikę, która lubi buziaki; Mario i jego „ Mana mana” i „ Dziękuję”; Piotrka, który, gdy dawałam mu sok do picia pobrudził całą moją świąteczną białą bluzkę- od razu na mojej twarzy pojawia się uśmiech. I chociaż czasem było ciężko- zmęczenie fizyczne dawało o sobie znać- był to piękny wysiłek, który spotykał się z ogromną wdzięcznością i troską ze strony podopiecznych.

Jeśli tylko Pan Bóg na to pozwoli, za rok ponownie wybiorę się na Drabinę Jakubową do Brańszczyka- miejsca, gdzie niebo łączy się z ziemią. ?