Świadectwo Marzenki ze wspólnoty MIRIAM

Ewangelizacja Nadmorska

Ewangelizacja Nadmorska –zwana też potocznie „Żebrakiem” – to akcja ewangelizacyjna diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, zainicjowana 9 lat temu. Mówimy, że to „Żebrak”, bo przez 10 dni przemierzamy nadmorskie wioski o żebraczym chlebie. Nie bierzemy ze sobą żadnych pieniędzy, nawet na podróż powrotną. Nie zabieramy jedzenia, nie planujemy noclegów. chcemy dosłownie realizować wezwanie, jakie do swoich uczniów kierował Jezus:  „Idźcie i głoście (…) darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski!” (por. Mt 10,7-9) Nie chcemy się zabezpieczać, ale całkowicie zaufać Bogu.

Posłani przez ks. bpa Edwarda Dajczaka, po 4-dniowych rekolekcjach, 21 lipca o świcie wyruszyliśmy z Domu Miłosierdzia Bożego w Koszalinie. Podzieleni na dwie grupy, rozpoczynaliśmy naszą drogę od Dźwirzyna i od Ustki, by na  ostatnie dwa dni Ewangelizacji spotkać się w Mielnie i tam stanowić już jedną wspólnotę.

Na początku każdego dnia gromadziliśmy się przed Najświętszym Sakramentem, aby wspólnie adorować Jezusa i napełniać się Jego obecnością. Zanim wyruszyliśmy na plaże i ulice,  dzieliliśmy się jeszcze naszymi przeżyciami – radościami, trudnościami, wątpliwościami. Ksiądz prowadzący grupę modlił się też o Słowo na dany dzień – które zawsze wypełniało się w sposób dosłowny. Przykład? Pierwszego dnia Ewangelizacji, po wspólnej modlitwie, ks. Jacek otworzył Pismo Święte na księdze proroka Aggeusza. Początkowo pomyślał, że może jakiś fragment z Nowego Testamentu lepiej by pasował. Ale „coś” kazało mu pozostać przy tym fragmencie. I zaczął czytać początek drugiego rozdziału: „Dnia dwudziestego pierwszego siódmego miesiąca Pan skierował te słowa..”. I wszystkich zatkało, bo tego dnia był właśnie… 21 lipca!. A dalsze słowa mówią o odbudowie świątyni i wsparciu Pana: Czy jest między wami ktoś, co widział ten dom w jego dawnej chwale? A jak się on wam teraz przedstawia? Czyż nie wydaje się wam, jakby go w ogóle nie było?  Teraz jednak nabierz ducha, Zorobabelu – wyrocznia Pana – nabierz ducha, arcykapłanie Jozue, synu Josadaka, nabierz też ducha cały lud ziemi! – wyrocznia Pana. Do pracy! Bo Ja jestem z wami, wyrocznia Pana Zastępów. Zgodnie z przymierzem, które zawarłem z wami, gdyście wyszli z Egiptu, duch mój stale przebywa pośród was; nie lękajcie się! (por Agg 2, 1-6) Czyż mogło być piękniejsze i bardziej trafne Słowo na pierwsze chwile naszej drogi?

Kilka dni później otrzymaliśmy mocne Słowo z księgi Jeremiasza o przewrotnym mieście, gniewie Bożym, wezwaniu do nawrócenia, o fałszywych prorokach, którzy wołają „Pokój! Pokój”, ale on nie jest prawdziwym pokojem. Zastanawialiśmy się, jak to Słowo miałoby się wypełnić? Co takiego dzieje się w tym mieście? Na odpowiedź nie musieliśmy czekać długo – już podczas pierwszego wyjścia na plażę w Ustroniu Morskim napotkaliśmy kilkudziesięcioosobową grupę Hare Krishna, która przebywała w tej miejscowości w dokładnie te same dwa dni, co my. Kilka razy dziennie szliśmy niemal na „czołówki”, albo mijaliśmy się, idąc przeciwnymi stronami ulicy. Tak jawne mierzenie się dwóch sił, dwóch światów. Pan Bóg posłał nas, żebyśmy ogłaszali, że to On jest prawdziwym Bogiem.

Ale to tylko niektóre przykłady. Każdy dzień pełen był cudów, a Bóg poprzez Słowo objawiał, że wie o wszystkim, że każdy nasz dzień zna dokładnie, zanim jeszcze wyruszymy w drogę, że On wie, do czego nas posyła, że absolutnie nic nie jest przypadkiem.

Na plażach i ulicach głosiliśmy Jezusa żywego, Jego miłość, nasze doświadczenie spotkania z Nim – poprzez śpiew, pantomimy, świadectwa ewangelizatorów, przez słowo kapłana i przez Słowo Boże. Każdy dzień kończył się Mszą Świętą oraz uwielbieniem  i modlitwą o uzdrowienie. Kościół niemal za każdym razem był pełen, a po zakończonej modlitwie wiele osób dawało świadectwo, jak doświadczyło w tym czasie spotkania z Bogiem.

O noclegi prosiliśmy dopiero na koniec Mszy Świętej ufając, że to właśnie spotkanie z żywym Bogiem otwierać będzie serca ludzi. I zawsze zostawaliśmy przyjęci – z ogromna życzliwością i hojnością.

Czas Ewangelizacji to wielka nauka ufności i zawierzenia. Wielu z nas ruszyło w drogę, mając ze sobą jedynie Pismo Święte, jedną koszulkę i parę bielizny na zmianę. Ale byli i tacy, którzy wyszli z Koszalina tak, jak stali – jedynie z pismem Świętym pod pachą. A Bóg zatroszczył się naprawdę o wszystko – nawet o piżamkę czy szczoteczkę do zębów J Ale nie zapominamy o tym, że ta obfitość darów materialnych, to jedynie znak wskazujący na to, jak wielkie były dary duchowe – dla nas, ewangelizatorów, i dla tych, których spotykaliśmy.

Większości owoców tej Ewangelizacji nigdy być może nie zobaczymy. My jedynie sialiśmy, ale to Bóg będzie dawał wzrost – w tych nadmorskich miejscowościach, które odwiedziliśmy, ale i w innych częściach Polski,  do których powrócą z nad morza urlopowicze.

Gdzie głoszona jest Ewangelia, tam dzieją się cuda, tam wylewa się morze łask.

Bo Jego łaska na wieki! (por. Ps 136)