Świadectwo Patryka ze Wspólnoty MIRIAM

Miłość na Woodstocku

O moim doświadczeniu z Przystanku Jezus można mówić bardzo dużo, począwszy od tego, że moja obecność tam była już cudem. Miałem iść na pielgrzymkę, a Jezus jednak chciał abym służył na PJ i On osobiście się tym wszystkim tak zajął, że umożliwił mi to, mimo,że było to już jakiś czas po terminie zgłoszeń. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się , że cokolwiek tam  otrzymam od Niego, a otrzymałem bardzo wiele i tym chciałbym się podzielić.

Pierwsza i jedna z najważniejszych rzeczy to spojrzenie. Spojrzenie na cały Woodstock, na wszystkich ludzi tam obecnych. Kiedy spojrzy sie na tych ludzi nie jak na całe zło tego świata skumulowane w jednym miejscu, ale z miłosierdziem sie spojrzy na każdego tego człowieka osobno nagle otwiera nam się zupelnie inny świat, świat tej jednej osoby, dla której cały ten festiwal to tylko kawałek życia, czesto jedyna ucieczka, którą zna. Czy wystraczy takie spojrzenie żeby ewangelizować? I tak i nie. Nawet jesli tak nie patrzymy na naszego brata czy siostre to Bóg i tak potrafi wykorzystać tą naszą nieudolność żeby dotrzeć do innego człowieka, wystaczy chęc służby, dania siebie. Dla mnie było to konieczne by faktycznie być i czuć się posłanym przez Jezusa Chrystusa. Wtedy to mój wzrok zbliżał się do tego spojrzenia Jezusowego , a oddalał od tego mojego prostego ludzkiego.

Każdy z nas mógłby równie dobrze być na miejscu tego drugiego człowieka. To, że Bóg postawił nas w innym miejscu, w innej rodzinie, z innym wychowaniem, innymi warunkami rozwoju, z innymi równieśnikami, nie czyni absolutnie nikogo z nas w żaden sposob lepszym. A jacy to są ludzie? Najczęściej bardzo ubodzy, bardzo poranieni, z różnym bagażem życiowym, często tez muszą ponosić przykre konsekwencje decyzji swoich rodziców i innych ludzi, czują sie wieźniami w swoim otoczeniu, ograniczani, zniewoleni przez wszelkie nałogi i uzależnienia. Co ciekawe i dało się bardzo zauważyć, że panuje tam niesamowita otwartość na drugiego człowieka, i nie wiem jak inni ewangelizatorzy, ale spotykałem ludzi bardzo inteligentnych, którzy taka ludzką mądrościa po prostu mnie przerastali, bo byli to filozofowie, jakiś szachowy mistrz i wielu innych.  Kiedy tak stykałem z ich madrąścia i tym bagażem doświadczeń to byłem bezradny. Bo jak mam powiedzieć, pokazać temu człowiekowi, że Bóg go ukochał i pragnie, by ten poznał Jezusa, jak ten człowiek nie ma pojęcia o miłości, bo być może nigdy jej nie doświadczył, szczególnie w Kościele, a moje doświadczenie Boga nie jest dla tej osoby dowodem. I gdy tak rozmawiałem z tymi ludzmi to moja twarz była twarza skupioną, wyrozumiałą, współczującą jak trzeba było, a wynikało to z empatii. Natomiast w sercu swoim rozmawiałem z Bogiem i głosem pełnym bezradności, paniki, czasami wrecz rozpaczy wołałem: ” Boże co mam zrobić? Jak powiedzieć temu człowiekowi o Tobie? Przyjdź Duchu Święty”, i co robił Jezus? Interweniował natychmiast, za każdym razem! Był w kazdym momencie, każdej rozmowy. I albo ten człowiek sam zaczynał nawiązywać do wiary, albo mi do głowy przychodziły myśli, słowa, pytania. I wiem, że to Bóg mnie posłał  i choćbym czuł sie gotowy to tak na prawde nigdy nie jest sie gotowym. Dopiero w momencie kiedy uzna sie tą swoją słabość, bezradność, okaże się skruche prawdziwą, dopiero wtedy stwarzamy Jezusowi przestrzeń do działania, do tego by On działał i wypełnił to wszystko swoją Miłością. Bo co ja moge powiedzieć mojemu bliźniemu o Jezusie, żeby faktycznie uwierzył w Niego? Sam z siebie  nic nie jestem w stanie i to jest jedno z cenniejszych doświadczeń moich z PJ, że te wszystkie rozmowy były tak przesiąknięte Duchem Świętym, który do wszystkiego mnie uzdalniał. Bo jeśli ten mój brat albo siostra nigdy w życiu nie doświadczyli Boga żywego, Jezusa Chrystusa, albo jesli te słowa które wypowiadałem nie były pełne mocy Bożej, tej samej która zwaliła z nóg tych którzy przyszli pojmać Jezusa, gdy powiedział ” JA JESTEM”, to chociażbym im mówił całymi dniami o Jezusie, o tym jakie cuda On uczynił i czyni w moim życiu, choćbym stawał na głowie i sie nawet przewracał  ten człowiek nie uwierzy prawdziwie. A do wielu takich mnie Jezus posłał i szczególnie w tych rozmowach czułem wielka łaske i to, że jestem całkowicie bezradny wobec tego, i jedyne co moge zrobić to całkowicie oprzeć sie na Nim, bo tylko Jezus może uratować tego człowieka.

Kolejne doświadczenie to modlitwa! Mieliśmy możliwość iść w każdym momencie na adoracje Najświętszego Sakramentu, Boga Żywego. Wiem, że gdyby nie Jego Obecność tam, nie dałbym rady zwyczajnie wyjść na pole. Bardzo sie bałem, nie tylko za pierwszym razem, za każdym razem, gdy wychodziłem. Czasami było to tak silne, że w środku cały sie trzasłem. Miałem takie tylko przekonanie że żeby iść głosić Chrystusa, sam muszę być Nim przesiakniety, wiec chodziłem i zawierzałem to wszystko Jemu. Napełniałem sie Nim i Miłością, przez którą On dawał mi odwagę i siłe, by iść na front.

Doświadczałem też bardzo silnie pokus. Zły nie ustawał w tym, aby złamać mnie i zapewne wszyskich ewangelizatorów. Szczególnie dotyczyło to zaufania Jezusowi, Jego prowadzeniu, zawierzeniu, że On ma wszystko pod kontrolą, nawet jesli nam sie wydaje inaczej. Jak to sie objawiało? Na przyklad podczas modlitwy nad ludźmi i prosząc o uwolnienie, dośiadczenie Boga. I kiedy to sie nie wydarzylo od razu to takie myśli przychodziły od razu do głowy i to bardzo gwałtownie uderzały mnie: „Gdzie jesteś Boże? Czemu mnie nie wysłuchałeś? Co zrobiłem źle? Oszukałem tego człowieka, bo mówiłem, że Ty go możesz uzdrowić już teraz, a nie widze Żebyś go uzdrowił.” itp. Jeszcze szczególnie wiele pokus miałem, gdy wychodziłem w pole i nagle tyle oskrżeń i natłok myśli :” Ooo taki dobry jesteś, a tego człowieka ominąłeś! Do tego boisz się podejść! Za tego się pomodliłeś, a za tamtego którego mijałeś 5 minut temu czemu tego nie zrobiłeś?”. Bardzo wiele takich i innych pokus było , byleby tylko mnie złamać, przekonać, że to nie ma wiekszego znaczenia co robimy. Na szczescie Jezus był moja siłą i dzieki temu, że polegałem na Duchu Świetym i modliłem się i prosiłem o modlitwe, Bóg sam mi pokazywał prawde i to jak jest naprawde, chociażby przez takie proste rzeczy jak, to że On nie powołał nas do każdego z tych ludzi którzy byli na polu. Raz przeprowadził nas przez całe pole Woodstockowe, juz poza rejon pola, do lasów gdzie były wioseczki namiotowe itp. I wydawało się, że idziemy bez celu, a doprowadził nas do grupy ludzi, gdzie jedna kobieta bardzo Go potrzebowala, była poraniona, nie rozumiała wielu rzeczy, i co sie stało? Ona podeszła do ksiedza i zaczeła z nim rozmawiać. Nawróciła się i wyspowiadała. Jest wolna, jest nowym człowiekiem, choć nam sie wydawało, że idziemy bez celu, że po drodze mogliśmy porozmawiać z tyloma ludźmi, zanieść im Chrystusa, a Bóg poprowadził nas do niej! Ją też to kosztowało. Musiała zignorować swoich znajomych, zrobić krok do Jezusa. Zrobiła ten krok, bo była w jakiś sposób już bezradna. Miała wybór: tkwić w tym bagnie, w którym żyła i umierała, albo nowe życie w Chrystusie. I wybrała Chrystusa! I Bóg pokazał swoja wszechmoc. On jeden wie jaki to miało wpływ na tych wszystkich ludzi którzy byli wokół niej. Może to zmieniło juz życie któregoś z nich albo ich wszystkich? W tym to już ufamy Jezusowi. Bo jest tak napisane w Piśmie, że jedni sieją, a inni zbierają, i nam prawdopodobnie nie bedzie dane zobaczyć jakie dobro Jezus z tego wyciagnie, ale w tamtym miejscu On okazał swoją chwałe i jedna owca wróciła do Jego zagrody!

Bardzo smutna prawda którą mi Duch Święty pokazał jest taka, że bardzo wielu ludzi zna Boga, i wierzy w Niego, ale nie zna Jezusa Chrystusa- wierzą tylko w jakiś Absolut. I to jest wielki tragizm tego świata. Dla nich bóg krysznowców, muzułmanów, Jezus to jedno, tylko w różnych miejscach rożnie sie wierzy. I to jest przykre i smutne, bo ci ludzie nierzadko doświadczyli Boga i nie wyobrażają sobie, że mogłoby Go nie być, ale nie znaja Jezusa Chrystusa, a przecież ON JEST WIĘCEJ NIŻ TYLKO RELIGIĄ,więcej niż tylko „sposobem wyznawania Boga”. On jest Bogiem! On jest Drogą, Prawdą i Życiem. Tu już nie chodzi o żadną rywalizacje miedzy chrześcijanami, a innymi wyznaniami- ” przyjdź do nas, uwierz w Jezusa, religia miłości, bedzie fajnie, Jemu na tobie zależy” – nie chodzi o to! Jakby nie patrzeć, wszystko to jest prawdą, ale to ON JEST SENSEM ŻYCIA i On, Jezus Chrystus, Syn Boży nadał nowy sens naszemu życiu, Bóg dał nam nowe życie w Nim! Tylko w Nim możemy być zbawieni. A ludzie różnie wierzą i nie należy ich potępiać za to. Często ci ludzie zrazili sie do kościoła- „..a bo proboszcz był taki, a bo sakramenty powinny być za darmo, a bo trzeba sie spowiadać jakiemuś obcemu gościowi, a bo to wymaga..”- a co mówi Jezus? „Jarzmo moje jest słodkie, a ciężar lekki”, a na końcu bedzie już wieczność z Nim. Ci ludzie nie są nawet tego świadomi i nie są też przez to gorsi, są biedniejsi i trzeba im współczuć, że nie czerpią z pełni życia, że nie znają swojego Boga. Wielu z tych ludzi zostało zrażonych do Kościoła, do jednego z najceniejszych darów Bożych, bo przez życie w Kościele mamy dostęp do sakramentów i o to chodzi! By życie nasze było życiem sakramentalnym, bo nawet jeśli nie widze żeby ten ksiądz miał żywą relacje z Jezusem Chrystusem i nie daje dobrego przykładu, to jeśli byłby ostatnim ksiedzem na świecie, to nie zawachałbym się iść do spowiedzi do tego konkretnego księdza, bo jest on tylko zasłoną! I nie zawachałbym się przyjąć z jego rąk Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, bo to jest dla mnie najważniejsze, by mieć z Jezusem prawdziwą i żywą relacje oraz przyjąć to zbawienie które mi daje poprzez przyjęcie tego, co polecił mi w Piśmie Świętym wykonywać, a na końcu będzie już tylko szczeście z Nim i radość moja bedzie już zawsze pełna. Kluczową myślą z tego doświadczenia jest to, aby gdy mówie ludziom o doświadczeniu Boga w moim życiu, wskazywać na osobę Jezusa Chrystusa, wszak to w Jego imie odchodzi wszelki ból, leczone sa wszystkie choroby i rany, złe duchy sa wypędzane i inne cuda sie dzieją.

W momencie wyjścia na pole Woodstockowe zmienia się perspektywa. Nagle zdajemy sobie sprawe, że jesteśmy w jakiś sposób na froncie, że możemy doświadczyć różnych przykrości, może nawet nieświadomie ryzykujemy życiem. Mimo, że jest tam sporo policji, patroli porządkowych to zawsze jest jakieś ryzyko. Dlatego warto żyć w głowie z takich pytaniem. Czy jestem gotowy oddać życie w imie Jezusa Chrystusa teraz, w tym momencie?

Podczas jednej z rozmów z pewnym ateista, który był bardzo negatywnie nastawiony do Jezusa i do  „Jego ludzi”, co dało się odczuć w tej rozmowie, zmieniła sie całkowicie moja perspektywa na życie apostoła. Dlaczego? Człowiek ten traktował wiare w Boga trochę jak propagande. W jego całej agresji słownej, chociaż była to w istocie normalna rozmowa, dało sie odczuć silnie bardzo wielki żal, ból i smutek., później się bardziej wyciszył już. I tak rozmawiając z tym chłopakiem weszliśmy na tematy patriotyzmu i obrony swoich wartości, Ojczyzny, o tym że ludzie oddają życie za kraj, za rodziny, za wiarę. Doszliśmy w tej rozmowie do momentu w którym chciałem powiedzieć o tym, że jestem w stanie oddać życie za Jezusa Chrystusa i nagle świat mi się zatrzymał w tym momencie. Odkąd poznałem Jezusa, odkąd mnie uratował, jest On sensem mojego życia i jak o tym myślałem byłem pewien, że jeśli trzeba bedzie to oddam za Niego życie bo On nie zawachał sie oddać swojego życia za mnie. Nagle zdałem sobie sprawe, że stoje naprzeciw człowieka, który mógłby za chwile wyciągnąć „kose” i moje życie ziemskie skończyłoby sie w tamtym momencie, że już mogę nie doświadczyć tych ziemskich rzeczy, że już moge nie mieć możliwości porozmawiać z moja mama, siostrą i tatą, żę nie dokończyłbym niezałatwionych spraw. I to jest własnie jeden z tych momentów kiedy świat nagle sie zatrzymuje i sekundy znacznie się wydłużają. Powiedziałem to. Powiedziałem, że jestem gotowy umrzeć za Jezusa Chrystusa w tamtym momencie. I powiedziałem to z zupełnie inna świadomościa i perspektywą, nagle mogłem doświadczyć tego czego doświadczali apostołowie w Dziejach Apostolskich. To już nie była teoria, to już nie było wyobrażenie, tylko żywe doświadczenie które otwiera zupełnie nową perspektywe, które pokazuje, jak tak na prawde malutki jestem w tym swoim wyobrażeniu o sobie samym i jak wielka różnica jest miedzy teorią, a realnym doświadczeniem, miedzy rozumieniem czegoś rozumem, a rozumieniem czegoś sercem. I Chwała Panu za to! Wiem, że Jezus Chrystus został uwielbiony w tamtej rozmowie i wielkie przekonanie miałem, że te słowa które padły w tej rozmowie będą pracowały w tym człowieku, i Jezus zrobi wszystko co w Jego mocy, by uratować tego chłopaka, by mógł zacząć żyć prawdziwie!

Mógłbym jeszcze wiele pisać o tym i jeszcze więcej mówić, ale i tak jest już długie to świadectwo, dlatego ostatnia rzecz jaką chciałem się podzielić to już nie moje świadectwo ale świadectwo mojego kolegi m.in. z którym pojechałem na Przystanek Jezus. Marcin wierzy prawdziwie od około 4 miesięcy, wtedy poznał na prawdę Jezusa. Szczerze to podziwiam to jak wielką ma wiarę, bo po tak krótkim czasie, gdzie wielu rzeczy nie wie, wielu nie doświadczył, wielu nie rozumie, a mimo to zaufał Jezusowi Chrystusowi  i przyjechał na Przystanek Jezus ewangelizować! To jest wiara! I pod koniec już tego czasu, opowiada mi o tym, że on przecież nie wierzy zbyt długo, i przyjechał na PJ i dla niego to piękne doświadczenie, bo w całym tym czasie Jezus go posyłał właśnie do takich ludzi, dla których tak jakby wystarczające było to doświadczenie które Bóg mu dał, że nie posyłał go do takich przypadków ludzi, dla których trzeba też mieć taką zwykła wiedzę ludzką żeby rozwiać ich wątpliwości, że Jezus mimo, że posłał go na tą głęboką wodę to Był tam z nim nieustannie. Własnie Marcin jest dla mnie takim przykładem pięknym, który zaświadczył, że warto przyjechać na Przystanek Jezus i odpowiedzieć na wezwanie Jezusa , bo im nas więcej tam, więcej dobra Jezus może tam uczynić. Co mogę napisać więcej? Ci ludzie nas potrzebują, czasami po prostu obecności i wysłuchania, a czasami rozmowy.  Wielka jest potrzeba służby tam. Jak mówi Pismo Święte:

„Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” Mt 28, 18-20

„Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił?” Rz 10, 14

„…spodobało sie Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawiać wierzących.” 1 Kor 1, 21

Dlatego zachęcam wszystkich tych, którzy dotrwali do końca tego świadectwa, do modlitwy, do zaufania Bogu i do takiej służby, bo potrzeba jest wielka, a robotników mało. I apeluje o miłosierdzie! Miłosierdzie do wszystkich ludzi, do każdego naszego brata i siostry, czy to żebraka, czy innowiercy, a już szczególnie do każdego naszego brata i siostry w Chrystusie. I pamiętajmy w każdym położeniu możemy coś zrobić, a wszystko co robimy na chwałę Boga czyńmy! Amen!